czwartek, 13 października 2016

Depresja

 

Od jakiegoś czasu zbierałam się z tym postem, ale sprawa ważna i chcę zwrócić na nią Waszą uwagę. Jakiś czas temu w internecie pojawiła się parodia reklamy "weź nie pier*ol". Kto nie widział, łatwo wygoogluje... Jedni wrzucają, inni się cieszą. Problem depresji i wszelkiego rodzaju nerwic jest obecnie częstszy niż nam się wydaje. Czasy mamy takie, że praktycznie u każdego z Was, w Waszym bliskim otoczeniu, jest ktoś kto się z tym boryka. Nie zawsze zdaje sobie sprawę, co tak naprawdę mu dolega ("szczęśliwy" ten, który ma tego świadomość i odnalazł pomoc), ale żyje w swoim wewnętrznym piekle. I my, 'zdrowi' nie mamy nawet pojęcia, co dzieje się w ich głowach. Oczywiście, jest grono przewrażliwionych ludzi, którym do stanów depresyjnych daleko, ale pomyślcie, czy wrzucając tego typu linki, czy obśmiewując niezrozumiałe dla nas zachowania, nie przybijamy gwoździa do trumny komuś bliskiemu. Takie osoby potrzebują przede wszystkim wsparcia i wyrozumiałości. Czy łatwo będzie im się wówczas przyznać do swoich chwilowych (miejmy nadzieję) niedyspozycji...? Zatrzymajcie się czasami, zwróćcie uwagę czy nasz bliski nie "wycofał się" troszeczkę, nie stał się bardziej nerwowy, czy nie skarży się regularnie na jakieś bóle (uwierzcie, nie zawsze mają one podłoże fizyczne)? A może często "zahacza" o temat depresji, samobójstw...? Zacznijmy się słuchać i zauważać.  A jeśli ktoś z Was dłuższy czas czuje niechęć do wszystkiego, spadek motywacji, smutek czy wewnętrzne 'rozedrganie', albo po prostu doskwiera mu ból żołądka każdego ranka, nie wstydźcie się prosić o pomoc. Nie znaczy to, że coś jest z Wami nie tak, a długotrwały stres, silne przeżycia czy inne czynniki, niestety mogą odbić się na każdym z nas w taki sposób. A wizyta u psychologa czy psychiatry nie świadczy o tym, że jesteście 'psychicznie chorzy', ale że jesteście świadomymi ludźmi, walczącymi o spokój wewnętrzny, chcącymi cieszyć się życiem (choć w tym momencie może Wam się wydawać, że to już niemożliwe -> jak najbardziej możliwe!). Ja nie jestem lekarzem, psychologiem ani żadną wyrocznią, mam nadzieję tylko, że zwrócę Waszą uwagę na ten istotny i coraz częstszy problem. A jeśli czegoś nie rozumiemy, to przynajmniej nie hejtujmy...

pinterest.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz