poniedziałek, 11 września 2017

10 rzeczy, których nauczył mnie sport


Ktoś mnie kiedyś zapytał, od kiedy "coś robię sportowo?". Zastanowiłam się i wyszło mi z tego, że od zawsze (w dzieciństwie piłka, łyżwy, rower, jazda konna...🏇🚲🏀🎾), później zwolnienie z w-fu (w liceum, z jednej strony wstyd się przyznać, z drugiej zachęcanie młodzieży do sportu i równocześnie do dbania o higienę, ustawiając wf w planie lekcji pomiędzy lub na początku innych zajęć, bez możliwości skorzystania z prysznica - powodzenia! choć mam nadzieję, że to się teraz zmieniło) i tak bardziej świadomie to od 10 lat na pewno, z jedną dłuższą przerwą. Żadne wyczyny, po prostu taki styl życia. Zaczęłam od fitnessu, później te aktywności się zmieniały. Dla mnie to element dbania o zdrowie. Ale przekłada się to też na inne sfery życia :-)



Spróbowałam zebrać to wszystko w garść i wyszło mi z tego, że sport nauczył mnie:

1nie porównywania się z innymi. Każdy w innym tempie robi postępy, każdy ma inne uwarunkowania. Porównaj swoje obecne wyniki z tymi sprzed np. roku, kilku lat. Był moment kiedy złościłam się na siebie, że tyle trenuję, a wyniki 'żadne'... Uważałam, że po takim czasie powinnam być już 'najlepsza'. Owszem, wiem już że u mnie progres przychodzi dość wolno i niewiele jestem w stanie w tej kwestii zmienić, ale przychodzi. Cofnęłam się pamięcią do początków mojej biegowej przygody i przypomniałam sobie, że na rozgrzewce przed treningiem zapowiedziałam trenerowi, że mogę się rozgrzewać jak tylko sobie życzy, ale bieżnię będę omijać szerokim łukiem. Nie lubię i tyle. Później pierwsze biegi i sukces, gdy przebiegłam 200 metrów! Nigdy bym nie uwierzyła, że przyjdzie dzień, gdy przebiegnę 42 km. (!) Nadal w to nie wierzę! 😄 (tekst "zarysowałam" bardzo dawno temu, teraz go uaktualniłam i rozwinęłam; w pierwotnej wersji było 'nigdy bym nie uwierzyła, że przyjdzie dzień, gdy przebiegnę 24 km"!! - czyli długo przed pomysłem o przebiegnięciu maratonu 👸 )

2. że sport hartuje charakter. Każdy trening to przede wszystkim trening nie ciała, ale głowy. Szczególnie na początku, ale też później, może Ci się nie chcieć wyjść pobiegać, wstać wcześniej, aby poćwiczyć.. Możesz nie mieć siły na kolejną pompkę... Ale jeśli próbujesz to świadczy to o Twojej determinacji 😊 (pamiętajcie, że lenistwo, to nie to samo, co chwilowy reset! Chodzi o jakąkolwiek aktywność!) Wytrwałości w tym, co się robi. I to przekłada się na inne sfery życia. Regularności. Dostrzegania maleńkich postępów. Cierpliwości. Nie poddawania się zbyt wcześnie, ale też umiejętności podjęcia decyzji, kiedy nie warto walić głową w mur. Także w życiu (a może przede wszystkim...🤔).

3. że czasami potrzebne jest wsparcie z zewnątrz. Przez te kilka lat 'biegałam sobie'. W pewnym momencie doszłam do ściany, której nie mogłam przeskoczyć. Bardzo chciałam pobiec choć odrobinę szybciej. Potrzebowałam mentora! 🕵 Ukłony w stronę Krzysia, który w chwilach załamania (a one, notabene, przyszły nie na początku, ale dość późno) pokazywał mi drobne kroki, które uczyniłam do przodu: interwały dłuższe o 30 sekund na każdym czasie w stosunku do poprzedniego treningu - niby mało, ale jednak krok do przodu, itd. Swoją drogą miał do mnie wiele cierpliwości... 😇 Kuba (→miejski rowerzysta), bez pomocy którego pewnie nie przebiegłabym maratonu, bo pewnie bym się na to nie porwała, też miał anielską cierpliwość, choć sposób działania, zamordysty 😈😉 Owszem, pewnie do wszystkiego możemy dojść sami, ale czasami naprawdę warto jest się na kimś "oprzeć".

4. że trzeba pokochać to, co się robi. Jeśli trenowałabym, aby komuś zaimponować, zdobyć 'podium' itd. prawdopodobnie odpuściłabym po jakiś kilku miesiącach, albo wcześniej. To jeszcze za wcześnie by zobaczyć efekty, więc łatwo zrezygnować. Trening traktowałam jako przyjemność, co prawda na granicy sadomasochizmu 😉, ale jednak. I jako formę odskoczni, swoistej terapii. To była i nadal często jest chwila tylko dla mnie. Efekty przychodziły powolutku i dopiero teraz je dostrzegam. Chociaż nadal, jak każdy, miewam słabsze momenty.

5. że sylwetka to jedynie wartość dodana. Największą wartością jest samopoczucie, samozadowolenie i wewnętrzna siła, którą fundują treningi. Aktywny tryb życia to element dbania o zdrowie.
Także akceptacji swojego ciała. Choć to może przychodzi z wiekiem... 🤔

6. zdrowego odżywania i troszczenia się o siebie. Przez lata uważałam, że skoro nie jadam śmieciowego jedzenia (nic to, że produkty, które kupowałam w sklepie często miały w sobie całą tablicę Mendelejewa... 😝), mięsa, jem sporo warzyw, to odżywiam się zdrowo. A że bardzo nieregularnie, porcje olbrzymie to co tam... Największym problemem było przekonanie mnie do regularnego jedzenia posiłków i z konkretną ilością odpowiednich składników, takich jak białko, węglowodany, tłuszcze i błonnik. Jeść 5 razy dziennie?? Mam liczyć ilość wszystkich składników przy każdym posiłku?? 😕 Really??😕 A że chciałam w końcu pobiec szybciej, a dotychczasowe sposoby nie przynosiły efektów, to tylko dlatego postanowiłam spróbować. I co? Teraz nie wiem jak mogłam funkcjonować inaczej i jak mogłam tak traktować własny organizm... Przebiec przeszło 20 km 'na sneakersie'... 🍫(tak ładowałam węgle...) Przełamałam się i efekty przyszły! 🐇🙌 Teraz posiłki są dla mnie zdecydowanie ważniejsze niż treningi. Może nie ważę wszystkiego i nie liczę makro z kalkulatorem w ręce, ale wiem czego potrzebuje mój organizm, a czego powinnam unikać. 🍎🍊🌶🍅🍌🍤🍳

7. na treningu możesz się bawić lepiej niż na jakiejkolwiek imprezie. (i nie masz po niej kaca 😃) Spotykasz fajnych ludzi z którymi dzielisz pasję, a wszyscy naładowani endorfinami 😊 Gdy zaczęłam tworzyć ten post, tak właśnie jeszcze myślałam. Okazało się, że nie do końca tak jest. 😩 nie wszyscy są tacy pozytywni... więc zmieniłam środowisko! 😊 Wróciłam do biegania z ludźmi, dla których jest ono odskocznią od codzienności, relaksem, sposobem na fajne spędzenie wolnego czasu, dbanie o siebie, a nie celem samym w sobie. I te babskie pogaduchy w trakcie... 👧👩👵 A pierwszego dnia na siłowni poznałam fantastyczną, energetyczną dziewczynę 😍 Przypadek? 😉 I Lenka przy okazji dała mi mnóstwo świetnych rad dotyczących treningu. Do dziś bardzo lubię te "treningowe spotkania".

8. dystansu i luzu do sportu właśnie. Sport ma być odskocznią i odreagowaniem, a nie generować kolejne stresy. No chyba, że jesteście zawodowcami i żyjecie z wyników, jakie osiągacie. Ale wtedy nie czytalibyście moich rad 😉

9. stawiać sobie REALNE cele! Dążenie do "idealnej" sylwetki jaką widziałyście na instagramie albo próba wyprzedzenia Usaina Bolta zrodzi jedynie frustracje. Każda z nas ma własne, indywidualne cechy, których nie przeskoczymy. A na pewne efekty, które chcemy osiągnąć, nasze autorytety pracowały latami. Pamiętajcie o tym! Zdecydowanie lepiej założyć sobie, że chcemy zgubić "oponkę", mieć bardziej jędrne nogi, wysportowane ciało, przebiec 10 km etc. Etapami. 🐗

10. sport uzależnia jak wszystkie inne używki 😊



Bluza, top, legginsy, czapsy: Sugarhorse 🏇💖
Zdjęcia: Mila Matyga - Kasprzyk 📸

Możesz śledzić mnie na Facebooku i na Instagramie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz